| 30 Seconds To Mars: Golarka taty i seks po pijaku |
|
|
|
| Wpisany przez Michał Baniowski |
| Poniedziałek, 21 Grudzień 2009 14:52 |
|
Czy Drodzy Czytelnicy pamiętają film “Królowa potępionych”? Wampiry, Aaliyah, koniec świata i te sprawy. Gdyby album „This Is War” wtedy istniał, z pewnością zapełniłby kilka miejsc soundtracku. Tuż obok Slipknot, Marilyna Mansona, Korna i Disturbed. Ciężar może nie ten sam, ale 30 Seconds To Mars wyraźnie zmierzają w kierunku mroku. Pamiętajmy, że mrok może mieć różne oblicza. Ten ma twarz Jareda Leto – lidera i zarazem najbardziej wyjściowego członka zespołu. Faceta o buzi chłopca okraszonej kilkudniowym zarostem zdradzającym przekroczenie magicznej bariery osiemnastu lat. Czy w jakiś sposób przekłada się to na muzykę? Wpływ żaden, lecz sytuacja analogiczna. „This Is War” brzmi jak krążek bandy zbuntowanych, po kiblach popalających i oglądających po nocach erotyczne kanały nastolatków. Łatwo, jednak, można dać się nabrać. Uwaga na rozbudowane aranżacje, chóralne partie, symfoniczne wstawki, nostalgiczny fortepian oraz momentami obniżony głos. Tyle w tym dojrzałości, ile w używaniu tacinej golarki i seksie po pijaku. Czysta imitacja. Ta niespójność, niestety, jest dość wyraźna, ale nie przekreśla płyty całkowicie. Na pewno należy zwrócić uwagę na znacznie mniej przebojowy charakter muzyki. Próżno szukać tu hitu na miarę „From Yesterday” (inna sprawa z teledyskiem, o tak dobry będzie bardzo trudno). Rzeczywiście, piosenki są bogatsze, naładowane ornamentacją (pani mówiąca po francusku, burza, dźwięk zerwanego sygnału, organy, dużo ciszy), różnorodne. Atmosfera jest ponura, smętna, tworzy pewien klimat grozy. Jednak, wracając do powyższych rozważań, nie idzie za tym nic, prócz ciemniejszego makijażu. Brakuje głębi, wyrazistości i właśnie tej dojrzałości, do której grupa aspiruje. To główny zarzut. Z ciekawszych momentów należy wymienić „Night Of The Hunter” – zdecydowanie najlepszy w twórczości 30 Sekund Do Marsa utwór. Chwytliwa, lecz nie do końca ckliwa melodia, umiejętne dawkowanie emocji, zmysłowe francuskie odliczanie. Do tego dołożę subtelną dwuminutową akustyczną suitę „100 Suns” i „Hurricane”, pierwotnie z gościnnym udziałem Kanye Westa. Samo nagranie od średniej nie odstaje, za to Kanye owszem. Szkoda że utwór dostępny jest w innych, niż płyta źródłach. Ciekawie wypada też „Closer To The Edge” z kontrastującymi ze sobą energiczną sekcją rytmiczną i podniosłą linią melodyczną, heroicznymi okrzykami chóru dzieciaków i iście hard rockową gitarą gdzieś pod koniec. Pointa może być taka: „This Is War” to nie jest zła płyta. Raz, zdradza olbrzymi potencjał zespołu. Dwa, daje masę możliwości na przyszłość. Trzy, przynosi kilka interesujących rozwiązań, dotychczas u 30 Second To Mars nieznanych. Ale: raz, muzyka trąci młodzieńczą pretensjonalnością, dwa album jest bardzo nierówny (parę wypełniaczy pokroju „Search & Destroy” psuje ogólne wrażenie), trzy, nadmiar patosu gubi prawdziwy artyzm. |



